-- Cześć przyszłość.
-- Cześć.
-- Co tam słychać, źle wyglądasz, gorączkę masz?
-- A idź Pan, powoli umieram.
-- Co się stało, może do lekarza pójdziesz? Może szybko Cię podleczy?
-- Spytaj się Pan przeszłości, ja nie mam czasu na leczenie, muszę zadbać jeszcze o sprawy doczesne, przed tym jak spocznę na laurach.
-- Te, teraźniejszość, co Jej jest?
-- Ja nic nie wiem, nie przypominaj, staram się zapomnieć.
-- To może chociaż się od Ciebie coś dowiem?
-- Dobrze, opowiem w skrócie. Teraźniejszość wczorajsza szła sobie spacerowym tempem w deszczu na dość długim odcinku. Omijała budynki, zabudowania miasta, w deszczu. Po drodze spotkała kaczki, skubiące trawkę i kury rozgrzebujące błotniste czarnoziemy "miasta" w poszukiwaniu zjadliwych robaków.
-- Przeszłość! Do rzeczy, nie czas na wywody o jadłospisie kur.
-- Więc... Teraźniejszość śpieszyła się wczoraj bardzo, aby zbyt szybko się mną nie stać. Nie chciała tego. Pragnęła pozostać sobą jak najdłużej, do godziny 20:12 trzymała się znakomicie. Potem właściciel zadecydował zabić przyszłość. W obawie przed tym, że sama zostanie zgładzona, pośpiesznie przemieniła się we mnie. Bo wiedziała, że przeszłości nie da się zabić.
-- Ech... Już nie będę pytał co stało się. Powiedz lepiej, czy chociaż ty dobrze się czujesz.
-- Z perspektywy lat, mam się całkiem dobrze, zwłaszcza, gdy przypomnę sobie o moim wieku dojrzałym, dawno temu, kiedy to byłam jeszcze malutką przeszłością. Może uleczę właściciela, przypomnę mu dobre czasy.
-- Przyszłość też uleczysz?
-- Oby. Należy być optymistą, właściciel niestety dawno już nie jest, jeśli chodzi o jego koleje losu. Zrobiło mu się ciężko, bo zagubił się w świecie i mam wrażenie, że nie wie, co robić dalej.
-- Będę trzymał za Ciebie kciuki, w tobie ćwiartka nadziei.
-- Bywaj!