Przed pięcioma laty, kiedy to dostałem pod władanie serwer z wyjściem na świat, moja znakomita koleżanka zamknęła pewien projekt strony internetowej, z której korzystałem po znajomości. Pomagałem w tworzeniu grafiki, kodowaniu silnika, opracowywaniu algorytmu kryptografii jednostronnej i obustronnej dla przechowywanych danych... Zabawne, że projekt tworzyliśmy tylko późnymi wieczorami i przez około trzy miesiące, a jeszcze zabawniejsze jest to, że do dzisiaj projekt ten jest jak najbardziej działający i aktualny, aczkolwiek nieużywany. Część moich bliskich przyjaciół powinna kojarzyć, co dokładnie na witrynie się znajdowało, a część moich znajomych na pewno kojarzy ekran logowania oraz puste pola Login: i Password:, w które to bezmyślnie wpisywali co tylko im przyszło do głowy. Największą popularnością cieszył się Czarny Notes*, w którym to opisywane były osóbki mniej lub bardziej lubiane. Z braku czasu było ich bardzo mało, poza tym, nic nie mogłoby się równać z Czarnym Notesem Michała Skrzyckiego.
Koleżanka na tej stronie kolekcjonowała hasła przeróżne. Były i hasła na konta pocztowe, hasła do komunikatorów, hasła na fora dyskusyjne, grupy mailingowe, hasła na serwery ftp, hasła na konta shell... Konta były o różnych uprawnieniach, było hasło administratora na router Cisco sieci osiedlowej oraz hasło studencika na poczciwego, nieżyjącego już ciapka... Ogółem było ich ponad 300. Po zawieszeniu projektu, hasła nie były wprowadzane.
Niektórzy użytkownicy witryny posiadali również dostęp do kilku plików, których zdobycie było troszeczkę utrudnione. W plikach były wzmianki o Lotnikach, krokodylkach, lubej, lubym, było też odrobinę głosu serca, myśli o egzystencji oraz zdjęcia skanowane jeszcze na ręcznym skanerze rolkowym.
Na obrazku fragment czarnego notesu, z wyszczególnionym cytatem, wypowiedzianym przez poszkodowanego, który kablował na kolegów (...). Kiedy myślami wraca się do tej wspaniałej chwili, na usta wdziera się tęcza.
Po co o tym piszę? Nie wiem, może, żeby pokazać, że nie zawsze było się po jednej stronie klawiatury, a może po to, by zachęcić kogokolwiek do pisania różnych dziwnych projektów, które tak na prawdę rozwijają inteligencję, zdolności, cieszą i... nie są użyteczne. Może po to, aby spisywać sobie różne rzeczy zawczasu, kiedy to jeszcze o nich się pamięta, żeby potem jako stary ramol wspomnieć.
* -- nazwa zapożyczona od Michała Skrzyckiego.
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników witryny Michała Sternadela. Witryna Michała Sternadela nie ponosi odpowiedzialności za treść tych opinii.
| ||||||||