Na łące pełnej wrzosów i piękna,
Staje zmora przez wszystkich wyklęta
I płoszy ptactwo z licznych zakamarków,
Sciągając uśmiech ze słonecznych poranków.
Woda z krzewów paruje jak zapach,
Szukając schronienia w bezkresnych rafach,
Ucieka od wrzenia, nicości, goryczy,
Na twardej, zapchanej po brzegi pryczy.
W nocy ogień z nieba spada, jak deszcz...
Przechodzi biedronkę zimny dreszcz,
Zza horyzontu promyk krwi się wyłania,
Zewsząd dobiegają odgłosy dziecięcego łkania.
Z powiek na ziemię schodzą marzenia wyśnione,
Przez łzy w życiu starannie wyrzeźbnione.
Jawa staje się snem, sen staje się jawą,
Toczą wojnę ze śmiercią ciężką i krwawą.