-- To te kopie zapasowe nie robią się na serwerach, tam w szafie?
-- Nie, robią się na dysku c:
-- O rety, myśmy myślały, że na serwerach.
-- Nie, dlatego mówiłem, że ten komputer to chodząca... bomba zegarowa.
W każdym fachu jest takie coś, czego człowiek dotknąć nie chce, a jeżeli już bardzo musi, robi to z takim niesmakiem na twarzy, jakby na spierzchnięte wargi na wietrze wyciskał sok ze słonecznej cytryny. Z zasady jednak nie dotyka tego, bo wie, że zostanie pochłonięty na znacznie dłużej niż się przypuszcza, a nerwy przez cały czas będą tańczyły w podskoku najnowsze trendy taneczne w muzyce techno.
Który komputer to konkretnie bomba zegarowa? Komputer księgowej, na którym -- a jakże, zainstalowany jest program księgowy oraz inne badziewia bardzo ważne i istotne, trzymające swoje bazy danych w największych zakamarkach systemu operacyjnego. Tworzenie kopii zapasowej wymaga samozaparcia, wiedzy, znajomości tajnych komend oraz miejsca na dysku.
Zakazano mi wykonywać kopie zapasowe, umieszczane na serwerze pod pretekstem wycieku danych -- dobrze, mnie pasuje, zasugerowałem, aby kopie zostały robione jednak na innym nośniku, a nie na dysku twardym, z bazą danych, mówiąc, że ten zabieg to swoiste przedłużenie czasu, kiedy to bomba wreszcie wybuchnie.
Pamiętam jeszcze jak jeden taki komputer księgowej... jak jego czas wytykał ostatnią sekundę i system operacyjny nie odpalił się już. Na szczęście magiczne komendy oraz ręczne kopiowanie plików bazy danych, późniejsza konwersja oraz reinstalacja programu księgowego poskutkowały i zegar w nowej bombie został nakręcony na kolejny okres czasu spokojnego, gdzie tylko terroryści strzelają, wybuchają i porywają turystów.