W piwnicznych archiwach dziecinności, w pudle pozbawionym bezsensu, gdzie każdy przedmiot miał swoją wartość za czasów innych, tych, którymi beztrosko władała moc nóg, biegi, skoki, fikołki, magiczne skarby i niewiedza, znalazłem teczkę (Zdjęcie). Sądząc po żółtawych barwach, na pewno zawiera coś ciekawego -- pomyślałem, jak to przecież wszystkie teczki IPN'u. Dzisiaj ujawniam jej zawartość:
Wszystkie puste... Wpadłem -- wyjęknąłem -- nic na mnie nie mają!
W pudle było jeszcze wiele rzeczy... Resorak z 1976 roku, zapałki z 1990, stare banknoty i bony towarowe do Pewex'u. Były jeszcze moje znakomite sprawdziany ze szkoły podstawowej, 4, 4, 3, 5, 5, 4... Oceny piękne jak moje pismo z dzieciństwa. Z racji tego, że świat minimalizuje się coraz bardziej, a zwolenników teorii ekspansji ziemi maleje -- zmuszony byłem zostawić sobie jeden sprawdzian z języka angielskiego i spalić resztę. Płomień skakał po słowach niczym rozwścieczony byk, biegnący ku czerwonemu, a potem, ulatywały do wiatru z dymem, z komina, ku przestworzom, aby potem spaść z deszczem na łysą głowę starca, wywołując wspomnienia.
Oby tylko deszcz pamiętał, co naszeptać mi do ucha.